NASZE IMPREZY Aktualności | Sieradz biega
Strona główna
Regionalny Weekend Sportu
Aktualności
Najbliższe starty
Nasze wyniki
Stowarzyszenie
Galerie
Sylwetki zawodników
Porady biegowe
Trenuj z nami
Kalendarz biegów
Ultrabieganie
Triathlon
Odżywianie
Trening
Kontakt
NASZE IMPREZY

PARTNERZY
CZŁONKOWIE
WSPIERAJĄCY
PATRON MEDIALNY






Aktualności

Aktualności z roku: 2017 2016 2015 2014 2013

20 grudnia 2013 r.
Start o Zachodzie Słońca z metą o wschodzie, Całe zawody odbywały się na pętli 2 km, każdy zawodnik w dowolnym czasie mógł zejść z trasy, odpocząć, powrócić na nią i kontynuować bieg.
Pierwszym moim założeniem był dystans 50 km z przerwą 10 minutową na 25 kilometrze, aby uzupełnić straconą energię i przygotować się na kolejne 25 km. Tak też zrobiłem.
Od początku biegu jednak padała mżawka, co przyczyniło się do powstania na trasie błota, tak wiec trasa odcinkami była śliska. Troszkę na to nie byłem przygotowany plus wieczorowa pora dnia i zmęczenie. Wolałem nie ryzykować, o kontuzję zbyt łatwo.
Postanowiłem skończyć bieg na dystansie maratońskim z czasem 4:35.
W całych zawodach wzięło udział 92 biegaczy. Zwycięzca nabiegał 140 km. Wielkie gratulacje za wytrwałość.
Bieg Wigilijny to przede wszystkim dobra zabawa, najważniejszą częścią biegu była wspólna Kolacja Wigilijna o godzinie 22, rozmowy na temat biegania, wymiana doświadczeń biegaczy i przede wszystkim miła atmosfera.
Pozdrawiam
Mariusz Wieła
» pełne wyniki   
9 grudnia 2013 r.
W dniu 14.12 o godz. 11.00 w sieradzkim parku koło stadionu MOSIR odbędzie się trening otwarty z udziałem członków GB Sieradz biega. Zapraszamy wszystkich chętnych.
7 grudnia 2013 r.
7 grudnia w knajpie motocyklowej "Skazani na Bluesa" w Sieradzu spotkaliśmy się podsumować udany sezon 2013. Sezon, który rozpoczęliśmy jako grupa nieformalna, a kończymy jako Stowarzyszenie w organizacji. Zaczynaliśmy jako grupa 8 osób, kończymy jako grupa 23 biegaczy (w tym pierwsza i mam nadzieję, nie ostatnia kobieta - Klaudia). Ponad 150 startów za nami, kilka podium w kategorii M60 (Wojtek Piekarczyk) oraz kategorii niepełnosprawnych (Janek Ignasiak). Nasi zawodnicy wielokrotnie bili rekordy życiowe na dystansach od 10 km do maratonu. Mamy za sobą starty w biegach ultra (Mariusz Wieła, Tomek Jasiewicz), biegach górskich oraz debiut w triathlonie (Mariusz Wieła).
Dzięki wspólnym startom i treningom, każdy z nas podnosił swoje umiejętności biegowe i stawał się lepszym biegaczem.
Ale co najważniejsze - udało nam się zgromadzić grupę wartościowych ludzi - biegaczy, z którymi możemy rozwijać naszą pasję, grupę ludzi, którzy się lubią i chętnie spędzają z sobą czas.
Jest nadzieja, granicząca z pewnością, że rok 2014 będzie rokiem jeszcze bardziej udanym, w którym zarazimy bieganiem innych oraz zrealizujemy szereg planów, jakie postawiliśmy sobie jako Stowarzyszenie.

Artur Ciepłucha
» galeria   
24 listopada 2013 r.
Dziś w godzinach południowych w sieradzkim parku odbył się trening członków naszej Grupy. Stawiło się 12 osób. Na szczęście, mimo zapowiedzi, obyło się bez deszczu. Oprawę medialną – profesjonalne zdjęcia - zapewnił nam dziś Kamil Staiński (LIMAK.S Photografy), za co raz jeszcze dziękujemy. Pokonaliśmy parkowymi alejkami ponad 10 km. Były okazje do rozmów, żartów i podsumowania kończącego się sezonu. Część z nas była w trakcie rozbiegania po sezonie, część zaczęła już przygotowania do nowego. Dla Jędrzeja Bartnickiego była to okazja, by po raz pierwszy w życiu pokonać dystans 10 km. Już niedługo na naszej stronie pełna fotorelacja. Póki co, przed nami uroczyste zakończenie sezonu – w sobotę, 7 grudnia w knajpie motocyklowej „Skazani na Bluesa”
» galeria   
21 listopada 2013 r.
W dniu 24.11 o godz. 11.00 w sieradzkim parku koło stadionu MOSIR odbędzie się trening członków GB Sieradz biega. Zapraszamy wszystkich chętnych.
18 listopada 2013 r.
Należy w pierwszym kroku podać swój rekord lub wynik na dowolnym dystansie z ostatnich startów, a następnie w drugim kroku zaznaczyć pole dystansu, którego przewidywany czas chcemy poznać.
Kalkulator obliczy na tej podstawie, na jakie czasy stać nas na dystansach od 800 m do 100 km. Wyniki obliczeń są często zaskakujące :)
» kalkulator   
17 listopada 2013 r.
Pięciu biegaczy z naszej Grupy wystartowało w XVII Bełchatowskiej Piętnastce. Pogoda jesienna, ale jak najbardziej biegowa, kilka stopni na plusie, bez opadów. Trasa jak rok temu podzielona była na trzy pięciokilometrowe rundy. Frekwencja przekroczyła 720 osób – to nowy rekord. Artur Ciepłucha, Mariusz Wieła pobili rekordy życiowe. Ze startu zadowolony był również Jacek Gnysiński, który ciągle obudowuje formę po kontuzji kolana. Jacek Cabaj miał problemy ze stopą, ale dał radę dobiec w dobrym czasie. Marcin Walczuk zadebiutował na dystansie 15 km. Bieg w sumie udany. Na pewno wrócimy do Bełchatowa za rok.
» szczegółowe wyniki    » galeria   
16 listopada 2013 r.
Tomek Kłos postanowił sprawdzić się w cyklu parkrun Polska i przebiegł dystans 5 km. Na tyle dobrze, że w klasyfikacji w kategori M25 jest na 4 miejscu.

Parkrun to cykliczne i bezpłatne biegi na dystansie 5 km z pomiarem czasu organizowane w każdą sobotę o 9.00 rano. Biegi parkrun przeznaczone są dla każdego bez względu na biegowy staż, uzyskiwane rezultaty czy też wiek.
Tomek wybrał Łódź, gdzie biegi odbywają się w parku im. J. Poniatowskiego
11 listopada 2013 r.
Mirek Urbański pobił rekord życiowy na dystansie 10 km. Zawody w Warszawie to zawsze bardzo wysoka jak na warunki polskie frekwencja. Tak było i tym razem - bieg ukończyło ponad 10.000 biegaczy. I w tym tłumie Mirkowi udał się poprawić najlepszy wynik na dystansie 10.000 m.
Krótka relacja naszego biegacza: „Pierwszy km jak ślimak 4:28. Później staram się utrzymać równe tempo w granicach 4'10. Tuż przed nawrotem mijam premiera Donalda. Na połowie dystansu na stoperze czas 20'47. Nadspodziewanie dobrze. Druga połowa lekki wiatr z przodu. Zerkam ukradkiem na zegarek. Odganiam myśli o konkretnym wyniku. Utrzymać rytm oddechu. Po minięciu znaku 8 km wiem, że idę na życiowkę i czuję jednocześnie, że na mecie będą mroczki przed oczami. Na ostatniej prostej meta wydaje się oddalać a sekundy płyną dwa razy szybciej. Stop. Czas 41'38". Sam nie wiem jak to zrobiłem.”
10 listopada 2013 r.
Miło nam przyjąć do naszego grona doświadczonego biegacza - Wiesława Florczaka
9 listopada 2013 r.
Dnia 8 listopada 2013 r. w Sieradzu odbyło się spotkanie założycielskie Stowarzyszenia Grupa Biegowa "Sieradz biega". Stawiło się na nie 20 osób. Zadość uczyniono wszystkim formalnym wymogom, niezbędnym do wystąpienia o rejestrację Stowarzyszanie, w tym podjęto uroczystą Uchwałę o jego utworzeniu. Teraz przed nami proces rejestracji w Sądzie i za ok. 3 miesiące będziemy mieć status Stowarzyszenia.
» galeria   
9 listopada 2013 r.
Półmaraton w Kościanie wbrew temu co biegacze wiedzą o trasach biegowych, i co powinno wpływać negatywnie na uzyskiwane czasy, to bardzo szybko półmaraton. Mimo rzadko spotykanej dużej ilości zakrętów, okazuje się, że bardzo wielu zawodników uzyskuje tu właśnie świetne wyniki. Na pewno sprzyja temu pora roku i warunki pogodowe, które i tym razem były optymalne – bez deszczu, bez wiatru i + 8 stopni. Frekwencja też bardzo duża, rekordowa – na starcie prawie 1500 biegaczy. Z naszej Grupy na starcie stanęło 2 zawodników. Wszyscy osiągnęli dobre wyniki. Artur Ciepłucha i Mariusz Wieła poprawili rekordy życiowe.
» szczegółowe wyniki    » galeria   
8 listopada 2013 r.
Witamy nowego biegacza. To Jędrzej Bartnicki, który dopiero zaczyna swą przygodę z bieganiem.
28 października 2013 r.
Do Koła na szybką trasę biegu na 10 km wybrało się 4 naszych biegaczy. To był bardzo udany start. Borykający się z lekką kontuzją Wojtek Piekarczyk po raz kolejny w tym sezonie stanął na najwyższym podium w kategorii M-60. Robert Witkowski pobił zaś rekord życiowy. W biegu wystartował również Szymon Obałka.
» szczegółowe wyniki    » galeria   
20 października 2013 r.
Uniejów od 7 lat organizuje ciekawy bieg na 10 km. W tym roku na nieco skorygowanej trasie – biegacze przebiegali przez teren miejscowych term. W zasadzie bieg wymagający, z jednym ostrym podbiegiem. Frekwencja w tym roku była wysoka – ponad 1100 biegaczy. Z naszej Grupy pobiegli Tomek Jasiewicz, Artur Ciepłucha, Jacek Cabaj, Tomek Kłos, Jurek Pluciński i Jerzy Konieczny. Rekordy życiowe pobili Artur Ciepłucha i Tomek Kłos. Tomek Jasiewicz był bliski złamania 39 minut. Na szczególną uwagę zasługuje walka Piotrka, który mimo kontuzji biodra zdecydował się na start i dobiegł do mety.
» szczegółowe wyniki    » galeria   
19 października 2013 r.
Pogoda podczas biegu idealna – pochmurno, 11-13 stopni, bez opadów. Pewnie dlatego zdecydowałem, że spróbuje złamać 3.10. Przed biegiem wiedziałem, że są dwie możliwości - albo mi się uda, albo umrę próbując.
Na starcie ustawiłem się 4-5 metrów za elitą, obok mnie była grupa na 3:00, czyli nie było problemów z przeciskaniem się do przodu. Od samego początku fajnie się biegło, bo cały czas było delikatnie w dół.
Na 10km idealnie udało mi się trafić w czas, jaki chciałem przebiec, zakładając, że pierwszą połowę biegu będę miał wolniejszą od drugiej. Od 14 km trochę przyśpieszyłem w międzyczasie uczepiłem się dwójki biegaczy, z którymi powoli i systematycznie wyprzedzaliśmy kolejnych zawodników. Mając w pamięci problemy żołądkowe w ostatnich moich biegach, zwlekałem z przyjęciem swoich żeli energetycznych. Wodę piłem tylko ze swojego bidonu w niewielkich ilościach co 5km od początku biegu. Pierwszy żel dopiero na 16 km, drugi chyba trochę za późno, bo dopiero na 27 km. W okolicy 31 km zauważyłem, że coraz trudniej wytrzymuję szarpane tempo moich zająców. Czasami to było 4.08-4.18/km a czasami 4.40-4.50/km.
Na 32 km zdecydowałem się na 3 żel energetyczny, ale energii niestety nie przybywało. Było coraz trudniej utrzymać się w grupie, która teraz biegła około 4.26/km. W okolicy 34 km stało się to, czego się obawiałem - trafiłem na ścianę tak dużą, że nie wiedziałem co się dzieje dokoła mnie. Osłabłem do tego stopnia, że widziałem tylko swoje buty. Na 35 km punkt żywieniowy - tam wypijam najpierw kubek wody, potem dwa izotoniki oraz zjadam dwa banany i połówkę pomarańczy oraz dolewam wody do bidonu.
Biegnę dalej, ale już nogi mam tak słabe, że jedyne na co mnie stać to tempo w granicach 5.50-6.15/km. Na ostatnich 8 km tracę około 250-300 pozycji.
Podsumowując, organizacja biegu, jak dla mnie była rewelacyjna. Trasa była dobrze zabezpieczona przez policje i wolontariuszy oraz bardzo szeroka. Punkty żywieniowe bogato wyposażone z dużą liczbą wolontariuszy. Co kilka kilometrów widziałem samochód z ratownikami medycznymi, przez co można było poczuć się bardzo bezpiecznie. Na mecie czekali na nas z medalami oraz folią NRC do jedzenia mnóstwo bananów pomarańczy, winogron, rodzynków, czekolady, wody, izotoników, ciepłej herbaty oraz spaghetti.
» szczegółowe wyniki    » galeria   
15 października 2013 r.
Cala przygoda z maratonem w Chicago zaczęła się 13 marca 2013 r. - wtedy dostałem email z informacją, że zostałem wylosowany w loterii. Uśmiech na twarzy długo nie schodził, to jeden z największych maratonów na świecie, zaliczany do korony maratonów świata, Word Marahon Majors (Tokyo, Boston, Londyn, Berlin, Chicago, New York).
W miedzy czasie rodzina - w szczególności moja siostra Monika - oraz znajomi, przyczynili się do zbiórki funduszy na wyjazd, część tych kosztów to bilet lotniczy, pozostałą część przeznaczyłem na cele charytatywne, tj. na zakup karmy dla schroniska dla piesków na zimę (gdy zacząłem biegać, była akurat zima i biegałem ze swoim psem )
Dziękuję pani Dorothy Falkiewicz z firmy VIP Adverdising za promocje w polonijnych mediach w USA. Dzięki temu mogłem swoją pasją podzielić się ze słuchaczami Radio Polonii 2000, prasą w Chicago Super Express oraz portalem Progress of Poland.
Kolejną niespodzianką było zaproszenie do radio WPNA AM, gdzie czekał na mnie Karol Dołęga - były mistrz Polski w biegach długodystansowych. Wspólnie z słuchaczami opowiadaliśmy o biegach z perspektywy profesjonalisty i amatora. Pan Karol - rekord życiowy 2.12.59 (Frankfurt 1993), mój 4.26.23 (Łódź 2013).
Dzięki poznaniu Pana Karola, wyklarowały się nowe ciekawe pomysły biegowe na przyszłość, ale o nich na teraz.
Nadszedł dzień odbioru pakietu startowego, wybrałem się więc na McCornik Place. Tysiące biegaczy z całego świata w jednym miejscu, po wejściu do hali wielki napis Welcome Runners i zaczęło się. Numer odebrałem bez żadnych problemów, zero kolejek - wszystko bardzo sprawnie przygotowane.
Przy okazji poznałem kogoś wyjątkowego - wcześniej czytałem o nim dużo, w tym w mediach społecznościowych. To jeden z czołowych biegaczy ultra na świecie - Scott Jurek. Został zaproszony przez firmę Brooks, rozdawał autografy, można było również z nim porozmawiać, Cierpliwe poczekałem i miałem swoją okazję, ale do autografu przekazałem mu swój numer startowy. Dodatkowo zmotywował mnie, dopisując po polsku “dawaj!!!”. Podczas krótkiej rozmowy napomnieliśmy o biegach ultra, którymi ja się fascynuje, a on wygrywa.
Nadszedł dzień startu, pogoda idealna - chłodno i wietrznie, jak na Chicago przystało. Wszyscy biegacze podzieleni byli na strefy startowe, puszczane co około 5 minut. Moim celem było złamanie 4 godzin, ale zapisując się wybrałem strefę 4.30 - 5.00, co jak się okazało, nie było dobrym pomysłem - musiałem się przebijać i sporo nadrobić.
Tysiące biegaczy wystartowało, już na początku poczułem, że to jest wyjątkowy maraton. Przez cale 26 mil na trasie byli kibice, którzy wspierali niesamowicie każdego biegacza. Starałem się nadrabiać czas, ale w takim tłumie było ciężko. Dopiero po około 13 milach nieco się przerzedziło, można było wyprzedzać, ale słońce było coraz wyżej i zrobiło się ciepło. Tak więc nie przesadzałem, biegłem w swoim tempie około 5.40 na 1 km. Przy 20 mili czekałem, kiedy nadejdzie kryzys. Długo nie musiałem czekać, nadszedł, trwał w sumie około 2-3 km i wówczas było naprawdę ciężko. Zawsze mam z nim problem w maratonie, ale to był mój pierwszy maraton, w którym się nie dałem – nie zatrzymałem się, nawet na chwilkę. Kryzys w końcu minął, wpadłem na metę z czasem 4.16.55 - nowy rekord życiowy, poprawiony o prawie 10 minut!
Teraz wspomnę nieco o organizacji biegu. Jestem pod dużym wrażeniem szczegółów, które naprawdę były dla mnie zaskoczeniem. To mój 5 maraton, a pierwszy poza granicami Polski, i nie widziałem żadnych minusów. Co mnie zaskoczyło? Przy trasie stali wolontariusze z chusteczkami higienicznymi - może śmieszne, ale bardzo przydatne. Napoje izotoniczne i woda co 5 km wydają się być standardem, ale na ok. 13 Gatorade miał punkt z galaretkami energetycznymi, a na 29 mili Power Gel punkt z żelami, tak wiec nawet jeśli ktoś się stosownie nie zaopatrzył, mógł liczyć na dodatkowy zastrzyk energii. To rewelacyjne rozwiązanie, a nawet jeśli i to nie wystarczyło, kibice przy trasie mieli ze sobą wszystko: od pizzy, pączków, bananów, pomarańcz do coca-coli. No i wspierali wspaniałym dopingiem, który dodawał najwięcej energii. Niesamowita przygoda, a na mecie szejki proteinowe do regeneracji i wspaniały medal.
Maraton spełnił moje wszystkie oczekiwania jako maratończyka, teraz się regeneruję. Za kilka dni mam kolejne starty w USA w ciekawych biegach, choć juz na mniejszych dystansach.
Zapraszam do śledzenia moich wyników i zdjęć na stronie naszej Grupy – www.sieradzbiega.pl oraz ma mojej strony www.mariorunning.com, na której będę zamieszczał szczegółowe fotorelacje z biegów, a będzie się działo
» szczegółowe wyniki    » galeria   
6 października 2013 r.
W starcie wymagającego biegu na 10 km w Kaliszu stanęło 3 naszych biegaczy. Tak się złożyło, że średnia wieku naszej trójki przekroczyła 60 lat. Ale nic to. My biegacze wiemy, że to bez większego znaczenia. Mało tego – w kategorii M60 nie po raz pierwszy w tym sezonie zwyciężył Wojtek Piekarczyk. Do mety dotarli w jak najlepszej formie również Szymon Obałka i Jurek Pluciński
» szczegółowe wyniki    » galeria   
30 września 2013 r.
Warunki do biegania w tym dniu praktycznie idealne.+ 6 stopni na starcie. Pochmurno i mgliście. Praktycznie bezwietrznie. Później na trasie wiaterek dał o sobie znać. Na szczęście nie za mocno. Tak jak i słońce, które w drugiej połowie biegu grzało w plecy.
Samopoczucie dobre. Zepsute przez własne gapiostwo. Pakując garmina do plecaka musiałem przez przypadek włączyć zasilanie i tak cichutko przez noc bateria dokonywała żywota. Nie było już czasu aby cokolwiek zrobić. Miałem jedynie nadzieję, że choć przez część trasy zegarek będzie działał.Szybka kalkulacja i zdecydowałem się na bieg na tzw "pamięci mięśniowej tempa" tłuczonego na treningach. Przez cały bieg tj. do czasu wyłączenia się zegarka nie sprawdzałem tempa biegu a jedynie na oznaczeniach kilometrów czas pokonania ostatniego kilometra.
Dodatkowo aby było ciekawiej zdecydowałem się na bieg raczej " samotny". Bez podłączania się do żadnej grupy czasowej. Tylko ja, czas i dystans do pokonania.
Na starcie ustawiłem się tuż przed balonikami na 3:25
START i z zgodnie z założeniami bieg na lekko zaciągniętym hamulcu. W głowie tylko słowa - spokojnie równo i powoli. Grupa na 3:25 wystrzeliła jak rakieta i już po chwili byli ok 100 m przede mną.
Pierwsze 5 km czas 24:57 - zgodnie z planem.
5 - 10 km. Druga "piątka" - czas na podkręcenie tempa. Biegnie się swobodnie. Krok równy. Pilnuję oddechu. Grupa na 3:25 dalej ucieka choć czas pokonywanych kilometrów wskazuje, że to ja powinienem zbliżać się do nich. Refleksja. To oni biegną za szybko a nie ja za wolno. 10 km tunel i pora na pierwszy żel. Czas "piątki" - 24:21
10 - 15 km. Trzecia piątka. I decyzja, że przyszła pora na dogonienie baloników na 3:25. Biegnę równo. Nie omijam żadnego punktu z napojami.
Międzyczas na 14 km ( 1/3 trasy ) pokazuje 1:07:40.szybka kalkulacja. Meta w tym tempie ok 3:23. Na 15 km jetem na równi z prowadzącym na 3:25. Czas trzeciej "piątki" 23:42
15 - 20 km. Według mnie grupa biegnie odrobinę za szybko jak na wynik 3:25. Choć prowadzący twierdzi inaczej. Na 15 km biorę pod język tabletkę Enervit GT Sport. Nie popija się tego wodą a ssie powoli. Nawet dobre. Nie przeszkadza w biegu. Postanowiłem, że "powiozę" się trochę za prowadzącym z balonikami. Odcinek trasy raczej bez historii. Staram się rozluźnić. Pilnuję picia na punktach. Czas "piątki" 23:53
20 - 25 km. Przyszła pora na pożegnanie grupy na 3:25 co robię na puncie z napojami na 20 km. Biorę drugi żel i ruszam w drogę sam.
"Półmetek" mijam z czasem 1:41:31. Mnożę przez dwa i meta wychodzi 3:23 ( pod warunkiem, że nie zdechnę ). Nie jest źle. Nic nie boli. Czekam na zgon zegarka. Pomiędzy 23 a 25 km zaczyna wiać i biegniemy pod wiatr. To odcinek z tzw "nawrotką". Widzę, że baloniki na 3:20 są ok kilometr przede mną. Pilnuję jednak czasu swoich kilometrów. Nie gonię ich. Po pierwsze mijali linię startu zapewne sporo przede mną. Pogoń za nimi na tym etapie biegu była by nieekonomiczna. Na 27 i 30 km czekają na mnie dwa podbiegi. Czas "piątki" 23:49. Jest równo i dobrze.
25 - 30 km . Zbliża się słynna ulica Arbuzowa. Odcinek po "oranym" ładnie wyrównany choć nogi lekko zapadają się w glebę. 20 m i dalej już twardo. Pierwszy podbieg. Staram się utrzymać stały poziom wysiłku a nie tempa biegu. Na górze zakręt 90 stopni rozluźniam ręce i dodaje gazu. Oznaczenie 28 km mijam z czasem 2:14:30. Widzę, że utrzymuję stałe równe tempo. Jeżeli nie zdechnę meta 3:23. Czas "piątki" 23:54
30 - 35 km. 30 km trzeci ostatni żel na punkcie z piciem. Kawałek za wodopojem zerkam na zegarek i widzę, że żywot baterii dobiegł końca. No to teraz zaczyna się prawdziwa zabawa. W dalszym ciągu biegnę cały czas sam. I tu dopiero tak na prawdę rozpoczynam bieg na tzw pamięci mięśniowej tempa z treningów. Bardziej boję się chyba przyspieszyć niż zwolnić. Drugi odczuwalny podbieg na trasie. W zasadzie przestaję zwracać uwagę na oznaczenia kilometrów. Nie ma czego pilnować. Koncentruję się na oddechu i rytmie biegu. Nie jest już tak lekko. Na ok 34 km jest dmuchana brama taka jak na starcie lub mecie biegu z dużym napisem "Ściana". Przez 200 - 300 metrów mam nogi jak z ołowiu.
Udaje się jednak utrzymać rytm biegu.
Czas "piątki" wychodzi 24:21. Czas ogólny z wyników na 35 km 2:48:20
35 - 40 km. Biorę drugą tabletkę pod język. Piję zasadniczo wodę. Izotonik piłem chyba jedynie cztery razy.
Na 5, 15, 25 i 40 km. Staram się utrzymać koncentrację na rytmie biegu. Wbrew pozorom biegnie się zadziwiająco dobrze.
Widać stadion. Czas ostatniej pełnej "piątki" 24:08. Czas ogólny na 40 km 3:12:28. Ale tego w chwili mijania oznaczenia 40 km nie wiem.
40 - 42,195 km. Ostatnie 2 km i 195 m przebyte w 10 minut 15 sekund. Nie wiem dlaczego bałem się zaryzykować i odrobinę przyspieszyć.
Podbieg na moście i zbieg do stadionu. Linię startu przekraczałem ok jednej minuty i czterdziestu sekund od strzału startera ( później w wynikach okazało się, że było to dokładnie 1'36" ) w duchu liczyłem, że na zegarze na mecie zobaczę czas poniżej 3:25 brutto. Odejmując różnicę 1'40" dawało by mi to czas końcowy ok 3:23.
Wybiegam na ostatnią prostą. Spoglądam na zegar i widzę 3:24:0 coś tam na ok 50 m do mety. Nie biegnę na złamanie karku. Nie walczę o sekundę czy dwie. Jestem po prostu zadowolony. Na zegarze 3:24:19 brutto.
Odbieram rzeczy z depozytu i dopiero po włączeniu telefonu wiem jaki uzyskałem końcowy czas. 3:22:43.
Można powiedzieć, że zrealizowałem plan biegu w 99,9%. Można też powiedzieć, że bałem się zaryzykować i szarpnąć się na 3:20.
Pobiegłem równo. Praktycznie bez odczuwalnych kryzysów na trasie.
Pierwsza połowa biegu 1:41:31. Druga 1:41:12. I taka sztuka udała mi się w maratonie pierwszy raz.

Poprawiłem najlepszy wynik w maratonie o ponad 14 minut. Poprzednia poprawa rok temu to ok 12 minut.
Daleki jestem od określania tego, że moja metoda treningu działa. Nie mnie jednak w przygotowaniach do maratonu i do połówki nic zmieniał na razie nie będę. Drobne kosmetyczne zmiany może.
Nie ma co gdybać co by było gdyby zegarek działał do końca. Gdybym miał pełna kontrolę nad czasem pokonywanych km.
Ten bieg to już historia.
» szczegółowe wyniki    » galeria   
17 września 2013 r.
Witamy nowego zawodnika naszej Grupy - Jacka Cabaja
» profil Jacka   
15 września 2013 r.
Tak się złożyło, że biegaczom sieradzkiej Grupy przypadł w zaszczycie start w biegu sieradzkim – w 53 Biegach Ulicami Sieradza na dystansie 5 km. Zaszczyt, ale i dylemat – czy ryzykować kontuzję, czy odpuścić. Trasa biegu biegła kostką, nierówną i dla biegacza zdradziecką. Ale patriotyzm lokalny wziął górę. Pobiegli – Wojtek Piekarczyk, Jacek Gnysiński, Robert Witkowski, Marcin Walczuk (debiut w Grupie), Piotr Konieczny (debiut), Zbyszek Jasianek oraz Szymon Obałka. Mimo trudnej trasy i problemów z dublowaniem zawodników start wypadł wyjątkowo udanie – w kategorii M60 zwyciężył Wojtek Piekarczyk, w kategorii M50 trzecie miejsce zajął Jacek Gnysiński, a kategorii M40 wysokie – 5 miejsce – Robert Witkowski.
» szczegółowe wyniki    » galeria   
15 września 2013 r.
Do Wrocławia pojechali: Artur Ciepłucha, Tomek Jasiewicz i Mariusz Wieła. Wrocław przywitał nas pochmurną pogodą. Warunki do biegania b. dobre - lekko powyżej 10 stopni. Odbiór pakietów startowych, rozgrzewka i na start. A tam ponad 3500 biegaczy. Trasa maratonu wrocławskiego uważana jest przez biegaczy za szybką, zwłaszcza po tym, jak od 2 lat bieg odbywa się na nieco zmienionej, bardziej przyjaznej dla zawodników trasie. Również termin zdaje się bezpieczny, ale wielu z nas pamięta co zdarzyło się 2 lata temu – prawie 30 stopni na plusie i „rzeź niewiniątek”. Nic takiego nie miało miejsca tym razem. Już po kilku kilometrach pojawiła się mżawka, później zaś całkiem solidny deszcz, który z nieco mniejszym nasileniem niemal do końca towarzyszył biegaczom. Są biegacze, którzy lubią takie warunki i tacy, którzy ich nie znoszą. Koniec końców naszym biegaczom one sprzyjały – dwa rekordy życiowe – Tomka Jasiewicza i Artura Ciepłuchy. Organizacja biegu bardzo dobra. Organizator po wpadce podczas I Nocnego Półmaratonu, robił co mógł, by poprawić nadszarpnięty wizerunek Wrocławia jako miasta przyjaznego biegaczom.
» szczegółowe wyniki    » galeria   
5 września 2013 r.
Witamy nowego zawodnika naszej Grupy – Witka Stępnia.
» profil Witka   
31 sierpnia 2013 r.
Międzychodzka Dziesiątka to nowy bieg na biegowej mapie Polski. Ponieważ Wielkopolska to region najbardziej urodzajny w zawody biegowe, Międzychód dorzucił też swoją cegiełkę. Rozmawialiśmy z dyrektorem biegu przed zawodami – widać, że bardzo zależało mu na pozostawieniu dobrego wrażenia ze startu w Międzychodzie, liczył na powrót za rok oraz z góry przepraszał za ewentualne niedociągnięcia. Okazało się, że debiut wypadł całkiem dobrze. Owszem, było kilka drobnych spraw, do których można by się przyczepić, ale ogólny obraz zawodów nam przynajmniej jawił się pozytywnie. Sama trasa składała się z 2 rund. Biegło się jednak ciężko, może z racji temperatury - 25 stopni. Dobrym wynikom to niestety nie sprzyjało, ale nie w każdym zawodach o rekordy chodzi. W biegu pobiegli Artur Ciepłucha, Jacek Gnysiński, Mariusz Wieła, Zbyszek Jasianek i Jurek Pluciński. Ten start dla części z nas był ostatnim przetarciem przed nadchodzącą jesienią i najważniejszymi w sezonie startami.
» szczegółowe wyniki    » galeria   
20 lipca 2013 r.
To był wyjątkowy bieg. Na zawody pojechaliśmy w rekordowym, aż 11 osobowym składzie. W naszej Grupie zadebiutowała pierwsza kobieta – Klaudia Jadczak. Po raz pierwszy wystartował również Robert Witkowski. Ponieważ był to nasz kolejny start w Dobrodzieniu, byliśmy ciekawi, jak będzie wyglądać nowa trasa. Słyszeliśmy, że jest szybsza od poprzedniej. Okazało się, że trasa jest bardziej wymagająca od poprzedniej – długi ponad 1 km podbieg oraz wysoka temperatura nie pomagały zawodnikom. Jednak mimo tego udało się osiągnąć kilka dobrych czasów. Wojtek Piekarczyk zwyciężył w kategorii M-60. Złamał 40 minut. Tomek Jasiewicz zakręcił się blisko rekordu życiowego, osiągając najlepszy z nas czas – 38.24. Z rekordami życiowymi z Dobrodzienia wyjechali Mariusz Wieła, Artur Ciepłucha i Robert Witkowski. Ponadto, w biegu pobiegli: Jacek Gnysiński, Jan Ignasiak, Jurek Pluciński i Szymon Obałka. Bieg jak co roku był świetnie zorganizowany, a do mety dobiegło ponad 600 biegaczy.
» szczegółowe wyniki    » galeria   
7 lipca 2013 r.
O tym biegu słyszałem od dawna. Jest gdzieś daleko – nad morzem – taki bieg, gdzie biega się po plaży, wzdłuż morza. Brzmiało ciekawie. W tym roku udało się jakoś połączyć wakacyjne życie rodzinne z bieganiem. Część wakacji postanowiliśmy spędzić w Jarosławcu. Skoro zaś w Jarosławcu, to w takim terminie, by zgrać się z biegiem. Cóż, każdy biegacz wie, że nie jest łatwo przekonać drugą połówkę do takiej kombinacji, ale mnie się udało – chwała mej żonie. Bieg rozgrywany w typowych wakacyjnych warunkach – upał, choć z tego co słyszałem na starcie, bywało gorzej. Start na ul. Nadmorskiej, wszędzie wokół wakacyjne stragany ze „wszystkim”, pierwsze 2-3 km przyjemne po asfalcie, ale od 3 km wbiegliśmy w las, a później na plażę. O ile po asfalcie szło szybko i przyjemnie, przejście na bieg po kostki w piachu, było małym szokiem. Po ok. 1 km wbiegliśmy na brzeg morza i tam, uważając na fale, które próbowały nieustannie zmoczyć me nowe buty startowe, biegliśmy ok. 3 km, dopingowani przez plażowiczów. Później powrót przez plażę do przymorskiego lasu i odcinek szutrowy – zasadniczo cross po bardzo nierównej trasie. Ostatnie 4 km to znów asfalt i próba złapania jakiekolwiek sensownego rytmu biegu. Jakoś się udało, choć mocy w nogach już nie było. Na metę wpadłem z czasem 1.11.54, kompletnie nie wiedząc, czy to czas doby, czy słaby. Wyszło, że wstydu nie było. Na mecie medal – najładniejszy z dotychczas otrzymanych. Bieg ukończyło ponad 700 biegaczy. Bieg bardzo trudny, ale polecam jako element przygotowań do sezonu jesiennego i okazję do pobytu nad zatłoczonym, drogim, głośnym, ale polskim morzem
» szczegółowe wyniki    » galeria   
1 lipca 2013 r.
W dniu 28 czerwca 2013 r. odbyło się nieformalne spotkanie członków Grupy Biegowej "Sieradz biega". Omówiliśmy na nim nasze starty w pierwszym półroczu br.
Padło wiele rekordów życiowych, udało nam się po raz pierwszy wystawić drużynę (w III Półmaratonie Pabianickim), a także zdobyliśmy kilka miejsc na podium (w kategorii M-60 Wojciech Piekarczyk). Jednocześnie w naszym składzie pojawił się pierwszy biegacz, biegający dystanse dłuższe niż maratony - Mariusz Wieła, który zaliczył w tym roku ponad 90 km na biegu Ultra Kołobrzeg-Szczecin. Rafał Błaszczyk spróbował zaś swych sił na dystansie 50 km w Ozorkowie
Co cieszy, do naszej grupy przystępują nowi biegacze. Od stycznia 2013 r. biegają z nami - Mariusz Wieła, Zbigniew Jasianek oraz Robert Witkowski. Trwają rozmowy z 2 nowymi biegaczami i w ciągu 2 tygodni nasza grupa powiększy się o kolejne osoby, zamykając się w liczbie 15.
W drugim półroczu 2013 r. w naszych planach znajduje się wiele biegów na dystansach od 5 km do 42 km. Między innymi:
- maratony w Krynicy, Wrocławiu, Poznaniu, Warszawie, Chicago
- półmaratony w Ciechocinku, Gnieźnie, Pile, Łowiczu, Szamotułach, Koscianie
- 15 km w Jarosławcu i Bełchatowie
- 10 km w Tomaszowie Maz., Ostrowie Wlk.,

Ważnym punktem spotkania było również omówienie planów utworzenia od 2014 r. Stowarzyszenia, którego celem będzie m.in. promowanie biegania w regionie oraz oczywiście w ramach którego będziemy startowali w biegach w kraju i zagranicą.

Z przyczyn obiektywnych na spotkaniu zabrakło Jacka Gnysińskiego (po kilkumiesięcznej kontuzji startował w Międzychodzie na 10 km) i Jurka Plucińskiego.
» galeria   
1 lipca 2013 r.
Witamy nowego biegacza w GB Sieradz biega. To Tomasz Jasiewicz. Biega od 2009 r., startując na dystansach od 5 km do maratonu. Biega również biegi ultra.
» profil Tomka   
23 czerwca 2013 r.
Wczoraj byliśmy na starcie półmaratonu we Wrocławie (ja i Jurek Pluciński). 4000 ludzi o godzinie 20 gotowe stanęło na linii startu. Po 10 minutach oczekiwania pojawia się komunikat organizatora - bieg ruszy nie wcześniej niż o 21. Ludzie zdenerwowani, ja też, ale trudno - zaczynam drugą rozgrzewkę i wracam na start przed 21, podobnie jak reszta. Ale na starcie czeka nas nowy komunikat - start przesunięty na 21.30. Gwizdy, niecenzuralne słowa, biegacze mocno poirytowani. Jako przyczynę organizator podaje problemy techniczne, nieoficjalnie dowiadujemy się, że policja nie dopuszcza trasy ze względów bezpieczeństwa. No nic - grzeję się 3 raz, choć czuję już lekkie zmęczenie, znów jakiś banan, napój, żel - pora jednak nietypowa i organizm nieprzyzwyczajony do wysiłku o takiej porze - wracam na start. Tam czekam do 21.45 na ostateczny komunikat - biegu nie będzie. Zostaje odwołany ze względu na brak zgody policji. Ogólna konsternacja. Po chwili większość ludzi rusza jednak na trasę na pierwszy nielegalny półmaraton - bez pomiaru czasu, bez zgody organizatora i policji. Ja ruszam do samochodu, mam dość i nie widzę sensu w bieganiu po mieście po to, by przebiec trasę. Jednocześnie solidaryzuje się z tymi, którzy pobiegli. Wracając do domu (140 km), stoję we Wrocławiu olbrzymich korkach, bo ci, którzy pobiegli, zablokowali miasto. Przez ponad 2 h pokonuje ok. 5 km. Jadąc, widzę też, że faktycznie oznakowanie trasy jest faktycznie mizerne i ryzyko biegu nocą było realne. Policja wiec miała rację. Jednocześnie próbuję zganiać biegaczy z trasy, z drugiej zaś strony widzę policjantów bijących brawo biegaczom.
Myślę, że długo tu nie pobiegnę biegu. Coś takiego na taka skalę nie zdarzyło się chyba jeszcze nigdy. Organizator przeprasza, a prezydent miasta zapowiada konsekwencje wobec winnych. To jednak nie cofnie mocno nadszarpniętego zaufania do biegowego Wrocławia.
9 czerwca 2013 r.
To mój pierwszy start w ultra-maratonie. Długi czas nie byłem pewien, czy podjąć wyzwanie na dystansie 147 km, bo właśnie tyle liczy trasa 2 Ultra-maratonu Szczecin Kołobrzeg. Powody: krótka przygoda z bieganiem, słabe przygotowanie, ale postanowiłem wystartować. Po przyjeździe do Szczecina miłe zaskoczenie - 50 osób które startuje, każdy uśmiechnięty. Środowisko ultra-maratończyków nie jest duże, większość osób się zna, co było miła niespodzianką, z każdym można porozmawiać, dowiedzieć się dużo na temat biegów ultra. Na linii startu Zbigniew Malinowski (dziewięciokrotnie ukończył Spartahlon 246km), Dariusz Strychalski (udział w beadwather - najtrudniejszy ultra-maraton świata, warto dodać że kiedy brał udział w spartathlonie, nie pojechał on z Polski, ale pobiegł do Aten, wielki szacunek dla niego), coś wspaniałego stanąć na linii startu obok takich osób. Bieg zaczął się o godzinie 18:00, limit czasowy 24 godziny. Zacząłem biec spokojnie, wiedząc iż to dystans ponad 3 maratonów na raz, co wymaga odpowiednio rozłożenia energii na cały dystans. Po trasie rozstawione 6 punktów kontrolnych, na których należy się odznaczyć. Pierwsze 30 km biegu spokojne, nie czuć zmęczenia, czas około 3:40 i pierwszy punkt kontrolny, chwila odpoczynku posiłek, uzupełniony zapas wody i dalej w trasę. Zaczęła się noc, trasa zaczęła biec przez drogi nieutwardzone oraz lasy, konieczna lampka czołowa, to również był mój pierwszy bieg nocny, co dodało adrenaliny. 47 km - drugi punkt kontrolny, zaczyna pojawiać się lekki ból w nogach, ale na tym to polega, aby go przezwyciężyć i zebrać siły, zapomnieć o bólu, przyzwyczaić się do niego. Staram się skoncentrować na stawianiu stopy podczas biegu, przestaje liczyć czas, po prostu biegnę spokojnie, wszystko zaczyna się dłużyć, słońce wstaje, biegnę całą noc, dopada zmęczenie po nieprzespanej nocy. Nad ranem docieram do 3 punktu kontrolnego - 69 km, chwila na śniadanie, złapanie tchu, 15 minutowy sen i ruszam dalej, jakby z większą ilością energii, organizm działa jak po przebudzeniu, Pełen entuzjazmu biegnę, ból już nie przeszkadza, ale to tylko takie uczucie - po 10 km cały organizm dopada podwójne zmęczenie, wycieńczenie, łapią skurcze, czuję pod stopa każdy kamyczek. Parę minut po godzinie 10 docieram do 4 punktu kontrolnego - 90 km. Postanowiłem się zdrzemnąć, zmęczenie nie pozwoliło mi dalej biec. Po godzinie snu, wraz z 4 innymi uczestnikami, po zastanawianiu się postanowiliśmy zakończyć bieg na 90 km. Wrażenia z biegu są najlepszą lekcją w życiu, uczą cierpliwości, wytrwałości, poznajemy granice swojej wytrzymałości i to jak pracować w przyszłości, aby je pokonywać. Biegu niestety nie ukończyłem, ale uważam go za mój największy wewnętrzny sukces.
» galeria   
8 czerwca 2013 r.
Na maraton w Lublinie wybierałem się z zamiarem pobicia rekordu życiowego - złamania 3.30 h. Po Orlen Maratonie (3.34), były ku temu podstawy. Na bieg pojechałem z kolegami z Bełchatowa dzień wcześniej. Nocleg na sali gimnastycznej w szkole. Jak to przed maratonem – złapałem 2-3 godziny snu. Rozmowy głównie o trasie, której nikt z nas nie znał. Rozmowy z organizatorami sugerowały, że są 2-3 wymagające podbiegi, ale generalnie nie jest źle. Miałem wątpliwości, bo jadąc przez Lublin, praktycznie albo zjeżdżałem, albo podjeżdżałem. Obserwacje okazały się prorocze. Ruszyłem wraz z ponad 800 zawodnikami spod Bramy Krakowskiej, a wystartowała nas ministra Mucha, która przed startem wiele mówiła o tym, jak bieganie jest fajne, jak żałuje, że nie pobiegnie i takie tam inne historie, których normalny maratończyk przed startem nie słucha, bo zbyt zajęty jest koncentracją przed biegiem. Dużo by pisać o tym, co przeżyłem na trasie tego biegu. Dość napisać, że zamiast 2-3 podbiegów, naliczono ich 26, jeden odcinek miał ponad 2 km pod górkę. „Dziabnęło” mnie już przed 21 km. Upał 30 stopniowy zrobił swoje. Do połowy dystansu szedłem na 3.29. Niestety, warunki pogodowe i bardzo wymagająca trasa szybko wybiły mi z głowy plany bicia rekordów. Tempo biegu pod koniec żółwie, walka by nie stanąć, ciągłe nawadnianie. Koniec końców nie daję rady – przechodzę do marszu na 40 km. Na ostatnich 2 km tracę ok. 10 minut. Iść nawet sił już nie mam. Ale przecież nie zrezygnuję. Jakimś cudem zrywam się do biegu na ostatnich 300 m. Wbiegam na metę. Nie wiem, jak się nazywam i gdzie jestem. Po biegu długo dochodzę do siebie. Wysoka cena za zbyt ambitne plany i brak znajomości trasy. Miejsce i czas jednak nie są aż tak słabe – widać, że inni mieli podobne problemy. Podsumowując, sam bieg zorganizowany wręcz perfekcyjnie, ale wyjątkowo wymagający. Cięższy od maratonu w Krynicy, na pewno od maratonu w Opolu czy katowickiej Silesii. Ale nie skreślam go. Kiedyś tu wrócę i wezmę rewanż.
» szczegółowe wyniki    » galeria   
12 maja 2013 r.
Rafał Błaszczyk i Wojtek Piekarczyk pojechali do Pragi, by spróbować swych sił na dystansie maratońskim. W zeszłym sezonie wystartowali tam w półmaratonie. Wyjazd zakończony sukcesem – Wojtek Piekarczyk stanął na 2 miejscu podium w kategorii M60, co zważywszy na poziom zawodów i ilość startujących (ponad 5700 biegaczy) jest wynikiem rewelacyjnym. Rafał pobił rekord życiowy w maratonie, więc również miał powody do radości.
» szczegółowe wyniki    » galeria   
21 kwietnia 2013 r.
Wystartowaliśmy w gronie ponad 4000 biegaczy w Orlen Warsaw Marathon. To jak na razie największy bieg tego sezonu z naszym udziałem. Bieg świetnie zorganizowany, z dużym rozmachem i w skali do tej pory w Polsce nie spotykanym. Oby tak za rok. Trasa jak zwykle ciężka (jak to w Warszawie). Na uwagę zwraca 4 miejsce Wojtka Piekarczyka w kategorii M-60, rekord życiowy Artura Ciepłuchy oraz drugi - tydzień po tygodniu - start Mariusza Wieły w maratonie (14.04 Mariusz biegł w maratonie w Łodzi).
» szczegółowe wyniki    » galeria   
8 kwietnia 2013 r.
W końcu zaistnieliśmy również na Facebooku. Dzięki pomocy Mariusza Wieły i Artura Ciepłuchy założyliśmy nasz fan page. Będziemy tu umieszczać nie tylko nasze wyniki, zdjęcia, ale również porady, ciekawe artykuły biegowe, zapowiedzi startów i zapewne inne informacje, o których na dzień dzisiejszy jeszcze nie wiemy :)
7 kwietnia 2013 r.
Zadebiutowaliśmy jako drużyna w III Pabianickim Półmaratonie ZHP w składzie: Piekarczyk Wojciech, Gnysiński Jacek, Ciepłucha Artur, Wieła Mariusz. Jak na pierwszy start poszło całkiem dobrze - 7 miejsce w gronie 24 drużyn. W kategorii M-60 zwyciężył Wojciech Piekarczyk. To jego drugie zwycięstwo w tym roku. Mariusz Wieła pobił rekord życiowy.
» szczegółowe wyniki    » galeria   
1 kwietnia 2013 r.
Miło nam przywitać w gronie biegaczy Mariusza Wiełę. Mariusz fascynuje się biegami długimi i ultramaratonami. Biega od listopada 2012 r.
24 marca 2013 r.
Nasz biegacz - Wojciech Piekarczyk zwyciężył w Półmaratonie Warszawskim w kategorii M-60, uzyskując w trudnym, zimowych warunkach przy mrozie i wietrze czas - 1.24.12. jednocześnie zajął 16 miejsce w kategorii pracowników oświatowych.
» szczegółowe wyniki    » galeria